czwartek, 14 stycznia 2021

"Byłem jednorożcem, ale bycie koniem też nie jest złe" - czyli nowość roku 2019 - Breyer 4217 jednorożec do malowania wersja A jako custom mojego autorstwa

 Witajcie!

Dzisiaj post będzie troszeczkę inny, bo będzie to po części drobny opis, a z drugiej strony pokazanie mojego jednych z zaległych custom' ów.

Teraz sobie policzyłam ile jestem postów "w plecy" i wyszło, że jest to aż 11 postów! Nie mam pojęcia w ogóle kiedy to nadrobię (mam nawet prace, które skończyłam 3 lata temu i wciąż nie są pokazane), bo jak też pewno zauważyliście na razie moja wena do pisania czegokolwiek po prostu padła. Może na kolejnej turze zdalnego nauczania uda mi się coś nadrobić. Zobaczymy ;).


Model ten to pomniejszona wersja większego brata w skali 1:9, czyli "Alborozo" .

Mnie osobiście większy model bardzo mi się podoba, ale nie podoba mi się jego imię. Mój custom ma podobne troszkę, aczkolwiek zmienione, bo nazwałam go "Albrazo".


                                                                                "- Razo? - Rozo? O moja zgrozo... ;)"



Figurka w tej skali jest według mnie przesłodka. Jest moim zdaniem bardzo realistyczna i zdecydowanie zasługiwała na to by stracić róg i stać się pełnowymiarowym rumakiem z plastiku :).


Mojemu Albarazo postanowiłam "podarować" maść izabelowatą. Specjalnie dodałam nawet złotego koloru, by nadać mu takiego drobnego połysku. 

Na głowie jak pewno już zauważyliście możecie zobaczyć również łysinę zakończoną przecudnymi różowymi chrapami.

Starałam się wtedy uchwycić każdy szczegół, ale wcześniej przez moje pastele nie było to możliwe. Niestety moimi pierwszymi pastelami jakie używałam na moich medalionach i tylko na tym modelu były z firmy Astra i są to najokropniejsze pastele na świecie. Po nałożeniu warstw i spryskaniu je werniksem najzwyczajniej w świecie znikały. Ja te pastele to nazwałabym czarodziejskimi, choć nie wiem czy zasługują w ogóle na miano pasteli x).


Mimo takich czarów udało mi się na szczęście zakończyć jakimś cudem ten model i na prawdę jestem dumna z efektu jaki wyszedł.

Chętnie poczytam Wasze opinie na temat Albrazo. Naprawdę każdy komentarz się liczy (nawet ten z krytyką) ;).

Pozdrawiam i do następnego!

poniedziałek, 11 stycznia 2021

Nowość roku 2013 - Schleich 13734 ogier Shire

Witajcie!
W dzisiejszym poście będzie opis ogiera rasy Shire z firmy Schleich.


Model jest przedstawiony w galopie. Jest to w sumie jeden też z niewielu z modeli w mojej kolekcji, gdzie jest przedstawiony w szybszej prędkości niż kłus.




Jeśli chodzi o długość kończyn modelu to jak dla mnie w szczególności za długa jest tylna prawa noga. Pewno dlatego żeby model mógł stać stabilnie, ale myślę, że bez nawet takiego zabiegu mógłby normalnie stanąć.




Bardzo mi się podoba rozwiana grzywa, bo modelowi dodaje to "coś".





Figurka w dotyku jest taka "inna" od reszty figurek tej firmy, bo jakby "gumowata" i na pewno lżejsza. Ciekawe czy to wina farby, czy samego plastiku, z którego model jest zrobiony.




Samo dopracowanie figurki jest takie średnie. Jak możecie zobaczyć na któryś z zdjęć, mój akurat egzemplarz ma rysę zrobioną na zadzie. Na pewno nie dodaje to figurce uroku. Niestety my kolekcjonerzy patrzymy na takie niulansy, ale takie dziecko, które traktuje taką figurkę jako konika do zabawy nie będzie zwracać na to uwagi.




Sama maść figurki jest troszkę dziwna. Jest chyba najprawdopodobniej siwkiem. Ocenę pozostawiam Wam.
Ogólnie prawdziwe "szajry" są dość grubymi końmi z racji tego, że są to konie pociągowe, ale niestety figurce daleko do prawdziwego Shire. Jest on za chudy i wydaje mi się, że ma za dużą głowę w porównaniu do ciała.



Model ten zapunktował u mnie wyrzeźbionymi żyłami na nogach, zmarszczkami oraz wyrzeźbionymi strzałkami kopytowymi, bo jest to na pewno rzadkość u firmy Schleich.







Mimo tak wielu błędów i niedociągnięć jest to model jednak warty uwagi, ale jak wiadomo nie każdemu może przypaść do gustu.

Pozdrawiam Was serdecznie w tym Nowym Roku 2021 i do następnego!



środa, 11 listopada 2020

"Falbanka", czyli mój pierwszy wyrzeźbiony model konia na poważnie

 Witajcie!

W dzisiejszym poście będzie o moim pierwszym wyrzeźbionym modelu konia na poważnie.

Z tym "na poważnie" to tak jest, że przed wyrzeźbieniem Falbanki było aż dwie próby podejścia rzeźbienia konia 3D. Niestety żadna z tych prób była nie udana, ale jak to się mówi do trzech razy sztuka ;). Na szczęście się nie poddałam i podjęłam trzecią próbę. Uważam, że wyszedł nie najgorzej, ale nie jest najlepszy na świecie. Jeszcze dużo nauki przede mną...

Zdjęcie powyżej pokazuje zrobioną konstrukcję pod nasz planowany model. Został zrobiony z drutu miedzianego, po to, aby było wygodniej wyginać go. Moim zdaniem był to świetny pomysł, żeby zrobić właśnie z tego rodzajem drutu. Przynajmniej oszczędziłam moje biedne palce xD.

A tutaj zdjęcie przedstawiające model w trakcie obklejania i nadawania planowanego kształtu. Jak też widzicie model był robiony z masy Super Scupley, która jest wspaniała. Jest po prostu idealna ;). Tylko szkoda, że tak droga, ale jakość kosztuje przecież :).

Jak widzicie też na zdjęciu, że model jest mniej więcej w skali Little Bits, ale nie umiem określić jakiej jest dokładnie skali.

I szybkie przejście do skończonego i utwardzonego już modelu:












Starałam się, żeby model był jak najlepszy i oczywiście dopracowałam każdy detal, włosek, czy mięsień, ale również doskonale zdaję sobie sprawę, że nie jest w cale idealna.




Chętnie poczytam Wasze opinie na temat "Falbanki" i jestem ciekawa co o niej sądzicie ;).

Pozdrawiam Was cieplutko i do następnego!